Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Poniedziałek z Nataszą Caban w TzH

Po dość długiej przerwie znalazła się odważna osoba, która opisała swoje wrażenia z poniedziałkowego samosterowego spotkania w tawernie Tuż za Horyzontem. Jest to czysto subiektywna relacja, nie autoryzowana przez prelegentkę. Reporterce dziękujemy za materiał a wszystkich czytelników zachęcamy - piszcie do nas o swoich wrażeniach z kolejnych spotkań. Pozwoli to nieobecnym choć trochę zapoznać się z tym, co się dzieje na spotkaniach naszego stowarzyszenia.

Natasza


Jak co poniedziałek, 8 lutego br. Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster zorganizowało spotkanie z cyklu „Jak wrócimy, opowiemy Wam”. Tym razem prelegentem była samotna żeglarka, Natasza Caban, zdobywczyni tytułu Jachtsmen Roku 2009, za rejs w którym opłynęła świat na jachcie „Tanasza Polska Ustka”.

Spotkanie z taką osobą, przyciągnęło do warszawskiej tawerny „Tuż za Horyzontem” tłumy. Już wcześniej bywało, że nie było gdzie postawić samochodu w okolicy, ale tym razem auta parkowały jeden za drugim, blokując się nawzajem (prelekcję często przerywały okrzyki kierowców: „Właściciel granatowego forda, citroena … proszony o przestawienie samochodu.”):-)

Było przesympatycznie, bardzo wesoło, śmiesznie, rozrywkowo… Bo jakże by miało nie być, skoro Natasza ubarwiała wystąpienie swoimi morskimi wpadkami, śmiejąc się ze swoich błędów, często własnej głupoty. „Uczcie się na moich błędach, ja się ich nie wstydzę” – mówiła. I tak oto dowiedzieliśmy się np. że Natasza nie wiedziała przed rejsem co to jest AIS, albo że prosiła statki stojące na kotwicy, by ustąpiły jej miejsca by mogła zrobić zwrot, bo jest jachtem żaglowym, albo nie umiejąc zabić ryby, ciągnęła ją za jachtem czekając, aż sama zdechnie. Innym razem stojąc na kotwicy przed portem i będąc obrażona na znajomych stojących w porcie, nie usłyszała ich ostrzeżenia, że ją dryfuje. I często cudem uchodziła z życiem.

Przy całej mojej przeogromnej sympatii dla tej żywiołowej i cudownej kobiety, którą podziwiam za odwagę, siłę, sposób bycia, muszę to powiedzieć: Natasza, czy Ty na pewno nie powinnaś zmienić koloru włosów? Bo to wszystko co mówiłaś, pasuje do zachowania typowej blondynki. Na wodzie niewiele błędów uchodzi płazem, a brak przygotowania i niewiedza są szybko weryfikowane przez morze. Wobec tego albo sprawdza się tu powiedzenie „głupi ma szczęście”, albo (co bardziej prawdopodobne) Natasza ubarwiła całą opowieść zapominając, że mówi do żeglarzy.

Natasza

Godne podziwu jest jednak to, w jaki sposób Natasza radziła sobie podczas rejsu ze wszystkimi przeciwnościami. Z brakiem pieniędzy, z zepsutym silnikiem, z rolerem genuy, łańcuchem kotwicznym i tysiącem innych rzeczy, które zawsze się psują, szczególnie na jachcie nie pierwszej młodości, jakim był jej Sparkman & Stephens 34. Albo naprawiała sama, ucząc się budowy silnika i wszystkiego co potrzeba, albo… namawiała do pomocy wszystkich naokoło. Gdziekolwiek się nie znalazła, spotykała życzliwych i pomocnych ludzi, którzy jej naprawiali co się da, karmili, poili i znowu naprawiali. Cudne jest jej podejście i determinacja. Jak nie miała kotwicy bo jej pękł łańcuch, to potrafiła przekonać kogoś by jej oddał swoją drugą kotwicę, bo jej jest bardziej potrzebna. Czasem urokiem osobistym, czasem łzami – dostawała to, czego chciała. „Przed wypłynięciem w rejs, szykując jacht na Hawajach, zapędzałam każdego do pomocy. Jednego gościa spotkałam w supermarkecie, a następnego dnia już szlifował pokład.” – powiedziała Natasza. Oto co potrafi zdziałać kobieta :-).

Według Nataszy, w taki rejs dookoła świata może popłynąć każdy z nas. Może to prawda, ale w takim razie wczorajsza prelekcja w „Tuż za Horyzontem” powinna odbyć się pod hasłem „Jak nie należy prowadzić rejsu dookoła świata” :-).

Alina „Malina” Raduła

[ 09-02-2010, dodał: AIKI ]




Podzwonne relacji

Zamieszczone subiektywna relacja ze spotkania z Nataszą Caban spowodowała małą burzę zarówno w dyskusji wewnętrznej Samosteru, jak i w wypowiedziach w innych miejscach internetu (np na Sailforum). Poniżej zamieszczamy kilka wybranych wypowiedzi z tej dyskusji w tym opinię stałego komentatora naszej strony.

Głównym powodem zamieszczenia niniejszego wyboru wypowiedzi jest chęć przekonania krytyków relacji Maliny (których jak rozumiem ta relacja oburzyła), że na naszej stronie nie chcemy publikować wyłącznie "jedynie słusznych" dyskutantów. Strona stowarzyszenia nie jest jednak forum dyskusyjnym, choć jesteśmy otwarci na materiały warte opublikowania.

Tym niemniej więcej komentarzy do komentarzy itd. nie jest przewidziane.

„Przypuszczam że Pani Alina "Malina"; zrobiłaby taki rejs inaczej: zatłukłaby rybę obcasem, nie ruszyłaby się z domu nieoszlifowanym jachtem, uważnie śledziłaby ruchy statków via AIS, na wypadek gdyby nie można ich było zaoczyć...:), zatrzymywałaby się tylko przy solidnej kei, by zabezpieczyć jacht przed ciągnięciem kotwicy, a gdyby zgubiła się kotwica, znajomi przysłaliby jej pewnie nową. No i w żadnym razie P. Alina "Malina" nie pozwoliłaby się zaprosić tym okropnym, gotowym nieść pomoc żeglarzom na imprezę...

Ponieważ Natasza swój świat opłynęła według Pani Aliny "Maliny"; tak "jak nie należy prowadzić rejsu dookoła świata" :-), ciekawi mnie jak według szanownej Aliny "Maliny" podobny rejs "prowadzić" się powinno...

Pozdrawiam

Beata

s/y Luka @ 8*5\'228 N 79*31\'859W”

Droga Pani Beato,

Błąd w myśleniu. Znając Malinę rzeczywiście zrobiłaby rejs zupełnie inaczej. Od początku zaplanowałaby wszystko perfekcyjnie, rzeczywiście śledziłaby ruchy jachtów na AIS-ie bardzo uważnie, etc., etc. Ryby pewnie by nie utłukła obcasem, ale z całą pewnością dałaby się zaprosić tym okropnym żeglarzom na imprezę. Cóż, Malina jest "szczególarą" i perfekcjonistką. Co nie znaczy, że jest gorsza czy lepsza od Nataszy. Natasza opowiedziała ten rejs z punktu widzenia radosnej niefrasobliwości, i gdyby Pani przeczytała dokładniej tekst Maliny i znała ją troszkę, wiedziałaby Pani, iż jest on pełen atencji dla Nataszy, a nie krytyki.

Co do Maliny i jej samotnego rejsu, to nie jestem pewna, czy zdecydowałaby się na samotny rejs. Nie każdy jest do tego stworzony. Za to Malina jest świetnym organizatorem i dobrym żeglarzem, o czym miałam się okazję przekonać pływając "pod nią" jako oficerem na POGORII.

Pozdrawiam

Tati

A odnośnie samej relacji: miałem obawy, że taka będzie reakcja (podobna jest na SF). Wydźwięk tekstu nie jest oczywisty dla kogoś, kto na spotkaniu nie był i nie wie w jakiej formie zostało przeprowadzone. Trzeba pamiętać, że zasadnicza większość czytelników naszej strony nie zna Maliny w ogóle, nie zna Nataszy, nie było ich na spotkaniu i właśnie dlatego czyta relację. Wygląda na to, że bez znajomości kontekstu można źle odczytać intencje autorki.

Grzesiek

Grzesiek masz rację, nie znam Pani Aliny „Maliny”, znam natomiast Nataszę, która przyjechała pociągiem do Warszawy by zrobić wam przyjemność i bez „napinania brzucha” opowiedziała o swojej podroży. Zamieściliście na stronie stowarzyszenia jedną, więc „jedynie prawdziwą” relacje ze spotkania z Nataszą, w której koleżanka z waszego stowarzyszenia sypnęła cukrem, a potem w rewanżu za szczerość Nataszy próbowała zrobic z niej „blondynkę” no i ta końcowa arogancja „tak świata opływać się nie powinno...”, skąd się to „powinno” tej dziewczynie wzięło? hehe

Oczywiście każdy człowiek ma prawo do własnej opinii, niemniej zamieszczenie na głównej stronie stowarzyszenia „samosterowców” wrażenia pewnie troszkę niedowartościowanej kobitki, po oficjalnym spotkaniu z osobą, którą do siebie zaprosiliście, to zbyt dramatyczny jak dla mnie przerost formy nad treścią i w konsekwencji z przykrością muszę wycofać się z umówionego wcześniej spotkania. Chyba że będzie inaczej.

Pozdrawiam,

Tomek Lewandowski

Jeszcze o paru innych prelegentach napiszcie, że są głupi, a jak przyjdzie jakiś Życki czy inny Paszke to go pouczcie jak się należy regacić, bo nie wie.

Pisanie o kimś per "głupi" i wymądrzanie się, że osoba która opłynęła świat nie wie jak to zrobić przez osobę, która tego nie zrobiła to nie jest >>leciutki prztyczek<<. Oczywiście możecie mnie teraz zakrzyczeć i potem głośno powtarzać: "A to my mamy racje i lepiej wiemy jak żeglować od ludzi którzy żeglują!" Właśnie w ten sposób to zabrzmi dla wszystkich, których nie było na spotkaniu i poklepywanie się po plecach tego nie zmieni.

K.

Balti napisała:

Takich tłumów to dawno tam nie było, TzH "zabite" jak indyjska taksówka, ludzie siedzieli i stali gdzie się dało, ale chyba nikt nie żałuje że spędził tam wieczór.

Atmosfera niemal jak na filmowej premierze, bo Natasza umie zbudować klimat. Trochę charyzmatyczna, ale... to dobrze bo bez tego nie osiągnęła by tego wszystkiego, ale też przesympatyczna, ciepła osoba, z pasją przez ponad dwie godziny opowiadała o swoich przeżyciach i pewnie mogła by tak jeszcze długo, bo jak zamknąć w krótkiej opowieści wszystkie przygody z takiego okresu i tylu miejsc. Niestety czas jest nieubłagany... Kilka kamer utrwalało emocje i pewnie po skompresowaniu materiału koledzy udostępnią filmy.

Dziękuję wszystkim , oczywiście szczególnie Nataszy z niezapomniany wieczór.

Francis napisał:

Ja tylko dodam, co już ktoś tutaj powiedział, że dzięki Nataszy i jej opowieści udało mi się znowu wypłynąć i rozchmurzyć po pewnych nieprzyjemnych perypetiach morskich tego lata. Nogi aż się rwały, żeby tylko się gdzieś urwać i nawet refować i rozrefowywać co chwilę, co jak mówiła Natasza, nie było jej pasją. :-/

Sushika napisała:

Natasza zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i niezwykle cieszę się, że mogłam ją poznać. Jest urocza i dowcipna, co niejednokrotnie wykorzystywała podczas rejsu - o czym bez skrępowania opowiadała. Myślę, że "większa" większość na sali dała się jej uwieść. Mnie ma :-)))

Może rzeczywiście zbytnio bagatelizowała swoją rolę w tym wyczynie, robiąc z siebie "blondyneczkę", czym mogła irytować tych, którzy uważają, że mają bez porównania większą wiedzę, doświadczenie etc., a jak dotąd nie zdobyli się na to co ona. Sądzę, że jest to jej rodzaj obrony, bo czuje, że gdyby zaczęła się "mądrzyć" znalazłoby się zaraz sporo takich, co chcieliby jej udowodnić (nie bez satysfakcji :-/), że jest głupia.

W moim prywatnym odczuciu zostałem potraktowany, jak gówniarz, któremu sie opowiada bajkę dla grzecznych dzieci. Jak napisałem na którymś forum, było tak, jakby Małysz pytał się, gdzie narty mają przód. Różni ludzie byli u nas przez 5 (chyba) lat i zawsze traktowano nas poważnie, tzn. jak ludzi, którzy co nieco o żeglarstwie wiedzą. Uważam tekst Maliny za bardzo delikatny, bo IMHO Natasza pomyliła TzH z TVP.

pozdrawiam

Wojtek

Lynx napisał:

To, że Natasza teraz podchodzi do pewnych spraw z humorem to nie znaczy jest "blondynką". Myślę, że każdy nawet bardzo doświadczony żeglarz ma "na swoim koncie" takie zachowania. Takie jest życie ,że nie można poukładać wszystkiego w szablony i heja do przodu.

Wielki podziw dla Nataszy za odwagę i determinacje. A malkontentów zawsze się znajdzie paru, bo tacy już są i już.

Brawo Natasza!!! :-)

Macieq napisał:

"Oczywiście, że w wystąpieniu Nataszy w TzH było sporo PR-u, ale też wg mojego odczucia, sporo spontaniczności i bezpośredniości. To, że stanęła przed żeglarzami, zdeterminowało tematykę - było o ludziach, o żeglarskich problemach, o własnych słabościach i brakach w wiedzy żeglarskiej, troszkę też o tym, gdzie warto zawinąć, a gdzie nie. Myślę, że rzeczywiście nie miała za dużo kasy i wiele spraw załatwiała urodą, elokwencją, życzliwością.

Podejrzewam, że niektóre osoby, szczególnie te z dużym dorobkiem morskim, a mniejszym poczuciem humoru mogły odnieść wrażenie, że opowieść Nataszy była zbyt "lekka, łatwa i przyjemna", jak na tak długą i miejscami bardzo trudną trasę, którą zrobiła. Tym samym w pewnym sensie pomniejszyła ona i "odbrązowiła" dokonania innych, na pewno lepiej wyszkolonych i znacznie bardziej doświadczonych żeglarzy - no bo skoro "blondynka" dała radę....

Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze. Na spotkaniu nie byłem, ale... Zaciekawiony wrażeniami ze spotkania z Jachtsmenką Roku 2009 “Jachtingu” rozmawiałem następnego dnia z kilkoma osobami na temat tego spiczu i (zdumiewające!) WSZYSTKIE miały taką samą opinię! Aż trudno było mi uwierzyć! O ile się nie mylę, to pierwszy w naszej samosterowej praktyce taki, ale jakże pouczający przypadek: jeśli kokietujesz audytorium metodą "na blondynkę" - jesteś "blondynką". Jeśli ktoś decyduje się na spotkanie z ŻEGLARZAMI i rżnie na nim przysłowiowego żeglarskiego głupa, kwestionując - publicznie! - sens wiedzy i umiejętności żeglarskich (nawet dla celów... hm, artystycznych), musi się liczyć z niekoniecznie przychylną oceną audytorium. Także w formie pisanej...

To ważne dla nas na przyszłość - nie możemy tworzyć fajnych mitingów w atmosferze powszechnej dość choroby umysłowej, zwanej poprawnością polityczną: wszystko "ą", "ę" i jeszcze wszystko się MUSI wszystkim podobać... Wolę przesiedzieć (rzadkie co prawda) spotkania z Wami na piwie i morskich opowieściach niż słuchać krygowania się kogoś, kto udaje osobę, którą nie jest... Unikajmy więc na naszych spotkaniach... "blondynek i blondynów". Nawet za cenę braku prelegenta ;-)

Pozdrawiam wszystkich

(abc)

[ 12-02-2010, dodał: AIKI ]


Poniedziałki w Korsarzu

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich

Reklama

Druk 3D Warszawa - sklep.12a.pl


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin