Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Kosmita czyli Ruda - Subiektywna relacja jednego z uczestników spotkania

Wieczorem po spotkaniu napisałem, że dopiero dochodzę do siebie, po prelekcji Rudy. Wspominał, że nie zrobiły na Nim wrażenia argumenty Daeniken'a o odwiedzinach kosmitów. Tym niemniej ja cały czas tylko po cichu mówiłem sobie 'kosmita', 'odlot'...

Od tego powinienem zacząć ale najbardziej zdziwiony byłem, że nikt z polskich żeglarzy od tylu lat nie popłynął z Nim na dłużej (czyli zdecydowanie powyżej 4 miesięcy).
No i co jeszcze? Była pełna sala. Żałujcie, że nie byliście!! Ale były tylko dwa pytania z sali.

Ja oczywiście mam mnóstwo pytań do tych, co opłynęli ziemię.
Które mam zadać spośród tysiąca, które mam? Czy wystarczy radar a może AIS? Jaki wypasiony samoster? Mapy GARMINa czy C-MAP? Jak dbał o poziom witaminy C a nawet B lub A?

A tak w ogóle, to kto dopuścił ten jacht do żeglugi?!

Bez sensu! Moje pytania byłyby z jakiegoś innego wszechświata, innej czasoprzestrzeni.

A tak poza tym to myślę, że pewnie większość/wszyscy zazdrościli Mu podejścia do życia. Jak bardzo cieszy Go brzoza czy kościółek w złym stanie?
A już od siebie dodam. Głupio tak poczuć się tak wyraźnie trybikiem, niewolnikiem w korporacji, niezdolnym do krzyknięcia: 'Płynę w taki rejs!'.

Każdy z nas tysiące razy śpiewał:

Gdyby tak ktoś przyszedł i zapytał:
- Stary, czy masz czas?
Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz,
Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy,
rejs na całość, rok, dwa lata - to powiedziałbym:

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?

Czy wstyd Tobie/mnie, że nie popłynęliśmy z Nim...?

Nie jestem w stanie przedstawić tu choćby połowy wrażeń. Zamiast tylko kilka strzępków:

Ruda przyjechał do Warszawy rano przed prelekcją. Kupił bilet 24h. Bo był stęskniony języka polskiego. Nie mówił po polsku od 9 miesięcy. I zaczepiał ludzi w tramwaju:
- Dojadę tym tramwajem na Gocławek?
A jakaś starsza pani:
- Ależ to w przeciwnym kierunku!
- No to co? Przecież ziemia jest okrągła i w końcu dojadę na Gocławek.

Ciekaw jestem miny tej pani! :-) A Ruda dojechał do krańcówki i potem w końcu dojechał na Gocławek.

Wspominał, że jest Nasz. Czuje się Polakiem. Urocza była opowieść jak w latach 60-tych przechodził przez zieloną granicę. I raz 'przemycał' świnię. Dosłownie: świnię. I prowadził ją na sznurku, tak jak psa. Zżył się z nią tak bardzo, że miał opory, aby później ją zjeść!

Przygotowania do rejsu. Pokazuje filmik. Klimat wczesnego Gomułki. Panie przygotowują ogromne ilości smalcu oraz przez olbrzymią maszynkę do mięsa mielą coś i szykują. Podobno lekarz zapytał:
- A gdzie tu higiena?
Na to Ruda:
- Jaka hiena?

Każdy jacht w wielu krajach musi mieć jakieś środki łączności. Minimum VHF-kę. Ale przecież nigdzie nie jest napisane, że musi być... sprawna. Więc Ruda ma. Zepsutą bo zepsutą. Ale ma!

Załatwiał potrzeby za rufą. Kiedyś odwiedziła Go para żeglarzy. Pani nie była zachwycona, że nie ma łazienki i ubikacji. Kupił więc w sklepie ... ogromną wannę oraz wypasioną toaletę. Jak stwierdził: na sali jest wielu bogatych ludzi ale tak dużej i pięknej wanny nie ma prawie nikt. Jest tego pewien. Następnego dnia zaprosił ową Panią. Niechętnie zgodziła się ale bardzo się starał i ładnie prosił. W końcu ubłagał. W pewnym momencie niby niechcący...otworzyły się drzwi do pomieszczenia z wanną.
Owa Pani zdziwiła się:
- Co tam jest?
- A nic takiego...
- Zaraz, zaraz ... tam jest ... wanna

Podobno mina była bezcenna. Za resztę zapłacił 900 PLN i nie sądzę aby Mastercard'em. :-)

No ale Ruda jest 'bogaty'. Podobnie jak większość z nas. Definicja jest taka: 'jeśli masz miejsce, aby wygodnie spać, masz co jeść i nie masz długów - to jesteś bogaty'.

A co z wanną? Ma ją do dziś dnia. Toaleta? Też jest, ale na początku rejsu zakleja ją taśmą i zamiast tego idzie na rufę... I znów chciałoby się zapytać za owym czeskim lekarzem - a co z higieną? I znów jak echo brzmi ... jaką hieną ...?

Tego fragmentu nie czytajcie, jeśli akurat coś przekąszacie. Bo nadchodzą historię dość mocne o piekarzu i Chińczyku:
W jego wiosce mieszkał piekarz. Piekł znakomity chleb. I komu to przeszkadzało? Imperialiści z USA postanowili 'uszczęśliwić' Czechów i przyszła maszyna, która potrafiła zrobić 1000 takich samych bochenków. Jak to takich samych?!! Przecież właśnie o to chodzi aby były inne. Jedne równe. Inni lubią z bruzdami.
Więc piekarz specjalnie je robił. Aż tak, żeby po przejechaniu ręką móc się skaleczyć. Jak żesz chciało się jeść ten smaczny chleb! Choć nie każdy wiedział, że ów piekarz przed pieczeniem ... sikał do niego. I przyszła automatyzacja. I ów załamany piekarz usiadł w nocy przed piekarnią. I upił się z rozpaczy. I znaleziono go jak nie żył, prawdopodobnie z wyziębienia. Ruda żartował, że chciał napisać książkę o tym piekarzu ale nie chce, aby nazywano Go 'to ten co miał znajomego piekarza, co sikał do chleba'.
Podobna historia była o Chińczyku w jakimś kraju. Jedzenie było smaczne. Kiedyś zajrzał do kuchni a Chińczyk sikał do jedzenia. Ale było smaczne. Więc nadal jadł tam.

Chleb? Właśnie! Nie wiem, czy wiecie, że Ruda ma ... piec na jachcie. Opowiadał historie o załogantkach. Jedna zmieniła światopogląd w ciągu dwóch tygodni. Początkowo mówiła:
- Ależ ta zupa jest niesłona.
- Ma za dużo pieprzu. I tak dalej...
Po dwóch tygodniach nic nie mówiła...
- Nic nie mówisz o zupie?
- No bo jest smaczna!

Druga załogantka została zapytana o czym marzy na lądzie? Odpowiedziała, że chciałaby pójść do wykwintnej restauracji francuskiej. Zamówić najlepsze rzeczy z kawiorem. Jakieś żabie udka, ślimaki i co tam jeszcze. A jak już uniżony kelner przyniósłby to wszystko, to powiedzieć:
- Nie chcę tego wszystkiego. Ja chcę chleb z jachtu!

Podróżując tyle po świecie Ruda ma wielu znajomych. Lubi odwiedzać norweskiego rybaka. Daje mu zawsze więcej ryb, niż potrzebuje. I pokazany film jak wyciąga po kolei co sekundę wielką rybę. I tak dzięki ludziom udaje się żeglować nie mając więcej niż parę dolarów.
Choć do końca i tak tego nie rozumiem.

Jeszcze o dzieciach. Ruda zrobił łódkę z myślą o dzieciach. Jak to Wam opisać? Jakby Omedze obciąć tył i dać dechę. Właściwości nautyczne? No cóż. Znacznie lepiej radzi sobie na lądzie - łatwo ją przesunąć. Na wodzie żagle radzą sobie słabo. Ale o czym ja tu pisze! To nieważne! Ważna jest frajda dla dzieciaków.

Skąd na to bierze forsę? Nie wspominał o pomocy UE. No ale jest przecież 'bogaty' (ma gdzie spać i co jeść). Na jednym z takich rejsów był Josef z Bazin (mieszka też w pobliskiej wiosce i jak się okazuje jest bardziej znany u nas niż w Czechach).

Na koniec o smutnej rzeczy. Film. Żeglarski pogrzeb. I Szurawa, Poręba i Korycki śpiewają smutne szanty. W pewnym momencie Jurek zaczyna grać 'Cztery Piwka'...
I stopniowo na twarzach rodziny pojawia się lekki uśmiech. I zaczynają śpiewać. W sali 'Korsarza' zrobiło się jakby ciszej...

No dobrze! Ale niektórzy czytelnicy powiedzą: co za brednie? O jakichś piekarzach, wannach, piecach i innych bzdetach. A gdzie tu o żeglarstwie? Jeśli tak uważasz - to przeczytaj to spokojnie jeszcze raz.

Andrzej Kurowski
/Kuracent/

[ 12-02-2011, dodał: AIKI ]


Poniedziałki w Korsarzu

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich

Reklama

Druk 3D Warszawa - sklep.12a.pl


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin